Pytanie „kto płaci za  biznesowy lunch” wydaje się trywialne, ale nieważne czy pracujesz w agencji PR-owej, prowadzisz własną firmę czy jesteś odpowiedzialny za new business w korporacji, jest to dylemat, z którym mierzysz się całe swoje zawodowe życie.

Znasz ten niezręczny moment, kiedy kelnerka kładzie na stoliku rachunek i nie wiadomo kto ma zapłacić za biznesowy lunch? Atmosfera przez kilka sekund gęstnieje, patrzysz klientowi w oczy niczym Clint Eastwood Gian Maria Volonte w filmie „Za garść dolarów”.

W najlepszym wypadku będzie to tylko i wyłącznie niezręczny moment. W najgorszym, sprzeczka o to kto ma zapłacić rachunek, którą przypłacisz nadwyrężeniem swojej biznesowej relacji. Wiem, że spieranie się o kilkadziesiąt złotych brzmi głupio i nieprofesjonalnie, i nie powinno mieć znaczenia, ale ważniejszy jest w tym wypadku sam gest. A jak dobrze wiemy ludzie przejmują się gestami.

Jeśli zadałbyś mi pytanie, czy istnieje jakakolwiek etykieta określająca to kto płaci za biznesowy lunch, śniadanie czy kolację, musiałbym cię rozczarować. Nie istnieje. Każdy trochę inaczej podchodzi do tego tematu, jednak jeśli nie chcesz ryzykować, że możesz popełnić w tej sytuacji faux pas, skorzystaj z kilku prostych zasad opisanych poniżej.

Zawsze płaci szef

Jeśli w spotkaniu biznesowym bierze udział twój przełożony, były przełożony, prezes spółki, którą chcesz pozyskać, to on powinien zapłacić za rachunek, a na pewno chociaż to zaproponować. Pewnego rodzaju stanowiska zobowiązują, szczególnie jeśli wiążą się z reprezentowaniem firmy i robieniem dobrego wrażenia. Prezes nie może wyglądać „tanio”, bo to przekłada się na biznesowy wizerunek firmy. Jeśli jednak nie będzie miał ochoty nawet zaproponować zapłacenia rachunku, znaczy to, że nie ugrasz na tym kontrakcie tyle ile byś chciał. Dlaczego ma płacić Pan Prezes? To także pewnego rodzaju gra psychologiczna, która ma podkreślić jego niezależność, twoje miejsce w szeregu i dystans, z którym powinieneś podchodzić do danej osoby oraz fakt, że jeśli zdecydują się wybrać twoją firmą to tylko i wyłącznie, dlatego że sami podjęli taką decyzję.

Jeśli ktoś proponuje, z pokorą akceptuj

Zagapiłeś się! Twój rozmówca pierwszy wyszedł z propozycją zapłacenia rachunku za lunch. Powinieneś przyjąć tę ofertę i bardzo grzecznie podziękować oraz obiecać że następnym razem płacisz ty. W tym wypadku czasem naprawdę nie warto się kłócić czy zaczynać testosteronowej walki np. z kobietą (wiem, że przyjęte jest że płaci facet, ale niekoniecznie w biznesie, tutaj wszyscy są równorzędnymi partnerami). Możesz z grzeczności raz zaproponować, że to jednak ty zapłacisz. Jeśli ktoś się upiera przy swoim, zgódź się. A, no i następnym razem postaraj się szybciej wyjść z propozycją pokrycia rachunku.

Gdy nikt nie sięga po rachunek

Jeśli nikt nie kwapi się do zapłaty za rachunek i leży on już sobie parę chwil na stoliku, znaczy to, że sytuacja może zrobić się naprawdę niezręczna albo po prostu spotkali się z tobą prezesi kilku start-upów. W tej sytuacji masz dwa wyjścia. Możesz wyjąć kartę lub gotówkę i zapłacić za wszystko. Jest to chyba najlepsze rozwiązanie (pokaż, że masz gest!). Możesz też zaproponować, że wszyscy powinniście podzielić rachunek na liczbę osób, biorących udział w spotkaniu. Jeśli zdecydujesz się na tego typu rozwiązanie, nie zaczynaj jednak dysputy nad tym, kto pił wino a kto herbatę, bo wyjdziesz na wieśniaka. Rachunek po prostu płacicie po równo.

To ty liczysz na kontrakt

W relacji klient-usługodawca zwyczajowo za biznesowe lunche płaci usługodawca, dlatego że liczy na sfinalizowanie kontraktu czy zwiększenie budżetu w ramach obecnej umowy. Sytuacja wygląda jednak inaczej kiedy sprzedajesz coś dużej korporacji, a jesteś małą firmą czy wtedy kiedy to ty zostajesz zaproszony na spotkanie przez klienta, np. do innego miasta do jego siedziby. Niektóre korporacje mają też własną politykę, która określa sposób zachowania jej reprezentantów w takiej sytuacji i trzeba to szanować.

Prosisz o przysługę, postaw lunch

Osoba, która prosi cię o przysługę biznesową i chce ją omówić w czasie lunchu czy kolacji, powinna pokryć rachunek. To w sumie ona otrzymuje z tego tytułu potencjalne benefity, a ty poświęcasz swój czas. Sytuację można też odwrócić. Jeśli spotykasz się z kimś na obiad, żeby się poradzić w kwestiach zawodowych, wtedy płacisz ty. Jeśli cała sytuacja nie dzieje się przy restauracyjnym stoliku, nie rzucaj czegoś w stylu: „Dzięki, jestem ci winny lunch” albo „Masz u mnie wódkę”. Brzmi to wtedy jakby właśnie wyświadczona Ci przysługa była strasznie błaha.

 

Już wiesz kto płaci za biznesowy lunch. Na koniec mam jeszcze kilka dodatkowych porad. Jeśli nie sprawdziłeś cen w restauracji, weź służbową kartę kredytową. Jeśli chciałbyś zapłacić gotówką, upewnij się że masz jej przy sobie dwa razy więcej niż przeznaczony budżet. Prosząc o fakturę VAT bądź pewny, że nie robisz tego przy kliencie. Po fakturę możesz zawsze wrócić czy powiedzieć o niej obsłudze przed spotkaniem. Płacąc, pamiętaj też o 10 proc. napiwku jeśli do rachunku nie został wliczony serwis. Nie dając napiwku, zostaniesz uznany za buraka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *